Jacek Wąsowicz

Wpisy

  • piątek, 30 listopada 2012
  • poniedziałek, 19 listopada 2012
    • Patriotyzm z odleżynami

      Wracając zaś do kwestii “patriotyzm dziś” w odniesieniu do emigracji, wątpię, by tym patriotyzmem było np. karne wydreptywanie ścieżki wyłącznie do polskiego sklepu. Wątpliwie patriotyczna jest również - tak niestety powszechna - emigracyjna hermetyczność w stosunku do narodu swoich gospodarzy. W ogóle mam wrażenie, iż bycie dobrym Polakiem na obczyźnie wymaga szczególnych umiejętności. Np. gdy Wyspiarze zaczną gloryfikować swego ukochanego Churchilla, patriota na Wyspach niech ma odwagę powiedzieć im kilka słów prawdy o postawie ich bohatera wobec Polski. Patriota w USA niech umie zaprezentować Ameryka­nom inny obraz Polaka aniżeli ten z niewybrednych kawałów krążących po całych Stanach. We Francji – niech umie rozbić stereotyp polskiego hydraulika‑podrywacza – i tak dalej. Do takich postaw, ani instytucja Państwa, ani Kościoła nie będzie nam potrzebna. Do tego wystarczy inna instytucja: Zdrowy Rozsądek. 

      Ostatni niepodległościowi demonstranci wylizują swe rany, politycy zliczają ile zarobili (lub stracili) na okołoświątecznych przepychankach, ksiądz‑patriota ceruje darte z ambony szaty, a zwykły obywatel zastanawia się: ile w tym wszystkim prawdziwego patriotyzmu, a ile pseudopatriotycznej manii?

      Nie wiem jak Ty, Drogi Czyteniku, lecz ja zazdroszczę tym z moich rodaków, dla których hasło “patriotyzm” nieodłącznie idzie w parze ze słowami “ponad wszystko”. Choćby z lekcji historii Polski (niekoniecznie tej ze szkolnej ławy) znamy scenariusze typu: "Wielki krętacz i świnia? Nieważne – ważne, że wielki patriota!".

      Ale zazdroszczę również tym rodakom, którym nie przeszkadza chroniczne mieszanie patriotyzmu z religijnością, ponoć krzyżem wypisaną w naszych narodowych genach. Zazdroszczę więc tym wszystkim rodakom ich pojęcia patriotyzmu, gdyż mnie na takie uproszczenia moralnie nie stać. Dlaczego?

      Już samo pojęcie “patriota” jest - umówmy się - dość umowne. Np. za czasów wojny, patriotą był ten, kto na wojnę szedł i strzelał do wroga. Z kolei po wojnie, patriotą był ten, kto zwalczał komunę. Na szczęście, obie te biedy są już tylko naszą historią, pozostaje jednak pytanie: a kto DZIŚ jest patriotą? Czy jest nim np. ten, kto krzyczał za wejściem do Unii czy raczej ten, kto krzyczy za wyjściem z niej? Czy patriotą jest ten, kto chce uchować tzw. wartości chrześcijańskie, czy raczej ten, kto chce zdjęcia krzyża z sejmowej sali? A może patriotą jest ten, kto o dobrym wizerunku Polaka świadczy organicznie, od dołu, a więc swoją codzienną postawą życiową? Może prawdziwym patriotą są Ci z nas, którzy są dumni z mądrych i odpowiedzialnych rodaków, lecz wstydzą się za tych mniej mądrych i mniej odpowiedzialnych?

      Patriotyzm to przede wszystkim obowiązek. Wmawia się więc nam, iż jednym z podstawowych  patriotycznych obowiązków jest pójść na wybory. OK, tylko na którą partię ma zagłosować np. prawicowy antykościelniak? Na PiS? Gdzieżby! Tam programowo zjedliby go za brak religijności. To może na Palikota? Też nie, bo tamci ucałowaliby go za antykościelność, lecz zjedliby za prawicowość. I dlatego właśnie zazdroszczę patriocie w wersji “galowej”, któremu nie zawadza oficjalna gadka o rozdziale Państwa od Kościoła, gdy tymczasem wszyscy widzą, że ci od lat żyją w oficjalnym konkubinacie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wwwagent
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2012 13:43
  • piątek, 17 sierpnia 2012