Jacek Wąsowicz

Wpis

piątek, 17 sierpnia 2012

Madonno, Czarna Madonno!

Madonna w Warszawie jak była, tak się zmyła. Jeśli jednak wierzyć prognozom “Krucjaty Młodych”, powinna pozostawić po sobie rzesze obrażonych Katolików i zbulwersowanych patriotów. Sądząc więc po tłumach na Stadionie Narodowym, Polacy to zgraja “bezbożnych i antypatriotycznych zdrajców”, a do tego masochiści.

Przypomnijmy: gdy okazało się, że niejaka Louise Ciccone znów wystąpi w Polsce, w mediach pojawił się ostry protest przeciwko organizacji jej koncertu na naszej ziemi.

Jednak mimo protestu oraz wszelakich apeli środowisk katolicko‑patriotycznych do jego bojkotu, naród polski (ponoć w 97% katolicki) tłumnie stawił się na płycie Boiska Narodowego, by obejrzeć “gorszący” seans wywijania tyłkiem i krucyfiksem. Ponadto, swe upodobania naród ten potwierdza niesłabnącym zainteresowaniem płytami Madonny. Wniosek? Te Polaki to nic ino czyste “bezbożniki”!

Ale idźmy dalej: “To celowa prowokacja! Nie pozwólmy zbezcześcić naszych świętości!” – grzmi Krucjata na wieść, że koncert ma odbyć się dokładnie w rocznicę Powstania Warszawskiego. Jednak co z tym faktem robią w/w bezbożniki? Ano okazują się również antypatriotami: za nic mają Powstanie oraz Powstańców i centralnie 1.sierpnia lezą na Madonnę. No rzeczywiście: karygodna, antypolska postawa!

Lecz mało i tego: protestujący ryczeli, jakoby “Madonna chce po raz kolejny zakpić z Polaków”. A jaka była tychże Polaków reakcja? Ano taka, że - jak te masochisty - podreptali na koncert i dali z siebie kpić!

A teraz na poważnie: dobrze wiemy, że czarna madonna przemysłu rozrywkowego żyje z kontrowersji i posunie się do każdego tricku, aby tylko ściągnąć publikę przed swe oblicze lub do sklepu po swój krążek. Dlatego, tak jak śmieszne wydaje się upatrywanie głębszej ideologii w jej “artyzmie”, tak samo śmieszne - jeśli nie żałosne - są spazmy w stylu: “Madonna obraża nasze uczucia religijne”. Panowie Krucjaci i Panie Krucjatki: na takie dziecinne zagrywki tak się równie dziecinnie dać podpuścić? A fe!
I co to w ogóle znaczy: “obrazić czyjeś uczucia religijne”? Przecież czyjeś uczucia zawsze pozostają czyjeś. Jeśli mamy wobec kogoś - np. żony, matki czy nawet Boga - szczere uczucie, to czy nasz stosunek do tej osoby się zmieni gdy ktoś ją obrazi? A może to, co potocznie nazywa sie „obrazą uczuć“ jest tylko indywidualną reakcją na zachowanie innych…? “Odpuść im, bo nie wiedzą co czynią“ – tak o obraźliwym i bluźnierczym zachowaniu niejednego “Obrońcy Wiary”. Dlatego, jakże płytkie muszą być fundamenty czyjegoś uczucia, skoro dochodzi do jego obrazy. I pewnie z tego samego powodu, fasadowe metody obrony nie mniej fasadowej religijności zwyczajnie nie zdają egzaminu w praktyce.

Jak więc widzisz, Szanowna Krucjato, masz pełne ręce roboty ze swym knąbrnym narodem…

Co zaś do mnie, nie czuję, by Madonna ze mnie zakpiła. Dlaczego? A tak zwyczajnie: nie byłem na jej koncercie. I najwyraźniej tak samo do tematu “obrazy narodu” podeszła znakomita większość obecnych na warszawskim koncercie Polaków. Ku chwale ojczyzny! 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
wwwagent
Czas publikacji:
piątek, 17 sierpnia 2012 12:51

Polecane wpisy